Niepoprawna filtracja pomieszczeń lakierniczych i utrata zdrowia

Przez kilka miesięcy pracowałam w zakładzie zajmującym się blacharstwem i lakiernictwem samochodowym. Ja się nie zajmowałam jednak potocznie nazywanym klepaniem samochodów, a jedynie ich lakierowaniem. Jest to lakierowanie natryskowe, a więc łatwe.

Filtry kieszeniowe okazały się sprawne

filtry kieszenioweNie ma tam ciężkich sprzętów, a jedynie wężyk przez który rozpylany jest lakier. Trzeba jedynie pamiętać o tym, by było to robione równomiernie. Zawsze dbałam, żeby moja praca była jak najlepsza, jednak z czasem przychodziło mi to z coraz większym trudem. Czułam się bardzo źle po każdej wizycie w pomieszczeniu lakierniczym. Zaczynałam kaszleć i kichać, mimo iż nosiłam ochronną maskę. Później objawy ustępowały. Myślałam już, ze to może jakaś alergia, ale chyba powinna się ona objawić wcześniej. Sprawdziłam, czy ściana lakiernicza na pewno jest włączana, ale okazało się, że tak. Dokładniej jej nie sprawdzałam i to był mój błąd. Sprawdziłam za to filtry kieszeniowe obecne u nas w wentylacji. Nie były może one nowe, ale nadawały się do użytkowania. Zostały potem wymienione, a moje objawy nie ustępowały. Moi koledzy też mówili, że mają podobne dolegliwości. Jeden z nich sprawdził filtr kartonowy, ale on tez nie był jeszcze najgorszy.

Naszym winowajcą przez którego tak cierpieliśmy była włóknina filtracyjna, znajdująca się w ścianie lakierniczej. Mimo iż zasysała teoretycznie ona resztki lakieru, ale włóknina była tak zużyte, że lakier niemalże z niej kapał. Na pewno nie spełniała ona swojej roli. Po jej wymianie było już normalnie.