Dozowniki grawimetryczne a piątek trzynastego

Znacie takie dni kiedy wstajecie rano i już wiecie, że to będzie zły dzień? Wstajecie lewa nogą, kanapka spada wam masłem do ziemi, rzeczy lecą z rąk, a w drodze do pracy orientujecie się, że nie zabraliście ze sobą komórki lub portfela?

I jak tu nie wierzyć w pechowy piątek trzynastego?

dozownikTaki był właśnie mój dzień. Obudziłam się jeszcze przed budzikiem, co nie oznacza, że nie wyrobiłam się na styk ze zbieraniem się do biura. Nie mogłam znaleźć swojego swetra, później zapomniałam wziąć kubek z herbatą, w drodze okazało się, że nie wzięłam parasola, a zbierały się czarne chmury na niebie i zanosiło się na deszcz. Później było tylko gorzej. Wpadłam zdyszana do pracy, wrzuciłam szybko jedzenie do lodówki i zajęłam swoje miejsce przy komputerze. Kończyłam pisanie na temat zabawek edukacyjnych i ekskluzywnych kocyków dla dzieci, więc siedziałam na portalach parentingowych i przeglądałam foto newsy na temat najlepszych prezentów bożonarodzeniowych dla dzieci oraz najdziwniejszych akcesoriów higienicznych dla bobasów. Były to bardzo przyjemne teksty, szczególnie w porównaniu z tym co miało nadejść. Kiedy odeszłam od tematu bobasów mój Rozdawca Tekstów zapytał czy wiem czym są dozowniki grawimetryczne. Co to niby ma być? Miałam nadzieję, że to jakiś żart. Dozowniki barwnika jeszcze rozumiem, ale takie coś? Później było tylko gorzej. Okazało się, że firma którą się zajmujemy produkuje także regulatory gorących kanałów i naprawia suszarki do tworzyw. Istny koszmar! Nie dosyć, że piąteczek, prawie weekend, to na koniec pracującego tygodnia dostaje się takie coś. Sam dozownik barwnika byłby w porządku, ale nie w takim zestawieniu. Gdzie się podziały pompy ciepła czy meble kolonialne? Jak żyć? Starałam się znaleźć informacje na ten temat, ale w Internecie nic nie było. Zapewne to taki specjalistyczny sprzęt, że skoro ktoś go wyszukuje to wie do czego służy. Moja żądza mordu rosła, a palce coraz głośniej stukały w klawiaturę próbując zniwelować wewnętrzny gniew.

Po kilkunastu minutach mogłam spokojnie udzielać porad seryjnym mordercom na temat torturowania ofiar na łóżkach nefrytowych i oblewaniu ich kwasem na krzesłach laboratoryjnych. Niestety, musiałam swoje fantazje zachować dla siebie. Przynajmniej do otrzymania kolejnego zlecenia.